Znakowanie ambon – obwód I

Nasi koledzy Sławomir P, Robert K  ponumerowali ambony w ostatnim czasie na obwodzie 273.
Serdecznie im za to dziękujemy!

Poniżej zamieszczam fotorelację z tego wydarzenia oraz relację jednego z członków całej akcji.

„Ze trzy miesiące temu zdeklarowaliśmy się z kolegą (Robertem K.), że ponumerujemy wszystkie ambony na pierwszym obwodzie.
Kupiliśmy farbę i matryce numerów. Wczoraj byłem po nocy, ale co tam, że nie spałem. Postanowiliśmy jechać do lasu i dokonać numerowania. Zrobiliśmy sześć ambon i przystąpiliśmy do siódmej. Wlazłem na platformę, a za mną kolega. Przystawiam numer do ściany i patrzę, a spod ambony wylatuje rój szerszeni i mnie atakuje. Krzyknąłem do kumpla, którego też zaatakowały i chciałem skakać. Niestety byłem na wysokości  5 m i jeszcze koleś na drabinie. Dałem spokój. Szerszenie jak wściekłe cięły mnie i jego gdzie mogły. Uciekłem na nęcisko, ale jednego jeszcze miałem w barku. Złapałem go ręką, rzuciłem o ziemię i przydeptałem. Po zabraniu z niego nogi on zabzyczał i znowu na mnie. Uciekłam do autka i za kumplem. Po odnalezieniu jego, określił swoje razy na 5 sztuk, ja natomiast na 10 szt. Zadzwoniliśmy do łowczego, a ten nam powiedział, żeby jechać na pogotowie.
Po krótkiej naradzie jedziemy w stronę domu, obserwując, co się będzie działo, a jak nic to może jeszcze pomalujemy ze dwie.
Po pokonaniu około 1 km od tamtego miejsca kumpel się zrobił cały czerwony jak rak, spuchły mu wargi i palce u nóg. Mnie natomiast niemiłosiernie piekło/bolało. I w tym momencie zajeżdża nam drogę terenówka Straży Leśnej. Z auta wysiadają strażnicy. Na szczęście jednym z atakujących był nasz kolega i przeszliśmy na ton koleżeński. Wyjaśniliśmy, co robimy w lesie i zdarzenie, które nam się przytrafiło 15 min wcześniej. Robert zadzwonił na pogotowie z prośbą o poradę. Operatorka chciała przysłać karetkę, ale oświadczyliśmy, że damy radę dojechać do szpitala. Kolega z SL wyjaśnił nam, dlaczego nas najechali. Jakiś rolnik zadzwonił, że jeździ jakaś terenówka po łąkach, polach i lesie i ma z tyłu duży karton. W związku z tym, że po telefonie do strażnika koła padło oświadczenie, że nikt nie poluje w tamtym rejonie, podjęli akcję. Dla wyjaśnienia, aby nie wymazać wnętrza auta, przyczepiłem bagażnik na hak (na zwierzynę) a na nim znajdował się karton o wymiarach 70x50x30 cm, a w nim brudne w farbie matryce liter.
Bo wymianie uprzejmości kontynuowaliśmy naszą podróż powrotną. Niestety ze mną było coraz gorzej i z kolesiem też. Decyzja jedziemy do szpitala. W szpitalu oczywiście kolejka jednak pielęgniarka zauważyła, że ja się kręcę jak w ukropie, wyszła do nas i zapytała, o co chodzi. Wyjaśniliśmy, a ona na to, że musimy jechać do lekarza rodzinnego. Parsknęliśmy śmiechem i powiedzieliśmy o wykonanym telefonie na pogotowie i co usłyszeliśmy od operatora. Na to z gabinetu wyszedł lekarz i powiedział: „Pani Basiu po 5 ml” czegoś tam i zapytał ile nas ukąsiło tych szerszeni. Po uzyskanej odpowiedzi powiedział „Pani Basiu po 10 ml” czegoś tam, a do mnie powiedział „masz pan zdrowie 10 i pan stoisz”, a jak zobaczył mój zadek dodał „Pani Basiu zwiększamy do 12 ml. Otrzymaliśmy po dwa zastrzyki. Nie puścili nas jeszcze z pół godziny, a potem do domu. W domu strasznie się źle czułem i pomimo nieprzespanej nocy tak mnie bolały miejsca ukłuć, tak mi było słabo/ niedobrze, że nie mogłem zasnąć. Żona przyjechała z roboty o 17:30, to załamała ręce. Stwierdziła, że jestem cały żółty i żeby pokazać jej te użądlenia. Po obejrzeniu mnie (dodatkowo w poszukiwaniu kleszczy) przeliczeniu użądleń wyszło jej, że przyjąłem w mięśnie 13 sztuk . Dziś już jest w porządku. Miejsca ukąszeń są opuchnięte, ale nie bolą. Funkcjonuję normalnie.

Dla porównania mój inny kolega leśnik/myśliwy otrzymał w lesie dwa użądlenia i zabrało go nieprzytomnego pogotowie- widocznie jest uczulony na jad, a my nie.”

Dodaj komentarz